Beskid Niski (1) – Góry zielone

Beskid Niski to góry zielone, ciche i puste, porośnięte gęstymi lasami (przeważnie buczyna karpacka), pocięte głębokimi dolinami, w których rozłożyły się malownicze wioski. Można tu trafić z miłości do gór, z zachwytu nad pustymi szlakami, na których nawet w długie weekendy spotyka się co najwyżej pojedyncze osoby. Można zostać przyciągniętym przez poezję Jerzego Harasymowicza, który w tych górach widział pejzaż z tła ikony, albo przez muzykę. Nurt poezji śpiewanej sławi „skrzydlącą się bramę Lackowej” i „święte buki”. Ale Beskid Niski to też dźwięki piosenek łemkowskich, utracone, skazane na zapomnienie, a jednak odzyskane, rozbrzmiewające co roku na Łemkowskiej Watrze.

W tych górach bywaliśmy już wielokrotnie i wracamy tam, gdy tylko trafi się okazja. A co nas tam tak urzekło? Przede wszystkim same górskie ścieżki, wiodące przez zielone łąki i gęste lasy. To nie są góry szerokich panoram, otwierających się ze szczytów, tu widoki otwierają się raczej w dolinach. Ale wędrowanie przez bukowe lasy ma swój własny urok. To świetne góry na wycieczkę z niedużymi dziećmi – można z nimi odwiedzić rezerwat Kornuty, gdzie w ciekawych kształtach skałek próbujemy odszukać podobieństwo do postaci z baśni, a dalej wejść grzbietem na Wątkową (846 m n.p.m.) – najwyższy szczyt położony w granicach Magurskiego Parku Narodowego.

Można też powędrować pylistą drogą z Regietowa Niżnego ku Jaworzynie Konieczniańskiej, po drodze mijając pozostałości dawnego łemkowskiego Regietowa Wyżnego: rozrzucone w dolinie podmurówki chałup, dawne sady, a także czasownię – czyli kapliczkę, stojącą w miejscu, gdzie kiedyś była cerkiew. Droga doprowadza nas do Przełęczy Regietowskiej, a stamtąd znów czerwonym granicznym szlakiem wchodzimy na Jaworzynę Konieczniańską (881 m n.p.m.) Tu nasze trudy wędrówki wynagradza ładny widok na zalesione góry, łąki w dolinie i zalew Klimkówkę w oddali.

Przyjemna, choć bardziej męcząca trasa prowadzi na Lackową (997 m npm) – najwyższy po polskiej stronie granicy szczyt pasma. Żeby się tu dostać, trzeba się trochę zmęczyć: od zachodu prowadzi na szczyt najbardziej stromy odcinek znakowanego szlaku w całym Beskidzie Niskim, ale i od północy podejście nie należy do spacerowych. Tym niemniej z dumą możemy stwierdzić, że na Lackową udało się wejść na własnych nogach naszej wówczas trzyletniej córce (w same urodziny).
Warto też zrobić sobie wycieczkę z Ropek koło Hańczowej na Ostry Wierch (938 m n.p.m.), Białą Skałę (903 m n.p.m.) i przez przełęcz Przehyba schodzimy do punktu wyjścia. Szlak jest pusty, przechodzimy nad powalonymi pniami, leżącymi w poprzek ścieżki – trasa prowadzi przez łagodnie nachylone stoki, a potem grzbietem, nie jest więc szczególnie męcząca. Wokół piękny o każdej porze roku bukowy las. Niestety, na widoki z góry nie ma co liczyć, jak zresztą na większości szczytów Beskidu Niskiego.
Wycieczką, która nas najbardziej zaskoczyła, było wejście z Blechnarki na Płaziny (825 m n.p.m.) Nazwa brzmi płasko i nie zapowiada większych trudności, prawda? Polną drogą, prowadzącą z wsi, dochodzimy do czerwonego szlaku granicznego i niespecjalnie męczącym podejściem wchodzimy na górkę. Za to zejście prowadzi po naprawdę stromym zboczu, po którym zbiegamy od drzewa do drzewa, ledwie hamując. Wreszcie robi się łagodniej i schodzimy już spokojniej do Przełęczy Wysowskiej, a stamtąd żółtym szlakiem wracamy do Blechnarki. Teraz wiemy już, że zbocza Beskidu Niskiego nie zawsze są łagodne.

Za każdym razem wyjeżdżamy z Beskidu Niskiego z dotkliwym poczuciem niedosytu – tyle tu jeszcze zostało do obejrzenia, nie było nas we wschodniej części pasma, muzeum Magurskiego Parku Narodowego w Krempnej, w Rymanowie, Iwoniczu ani w skansenie w Bóbrce… Ale to oznacza, że wrócimy tu jeszcze niejeden raz. Te góry naprawdę uzależniają.

Dodaj komentarz