Góry Bukowe

Malownicze Góry Bukowe przypominają nieco Beskid Niski. To porośnięte lasem bukowym niewysokie szczyty, z których nie roztacza się żadna panorama i głębokie doliny, którymi płyną potoki. Mimo niedużej wysokości n.p.m., wędrówka po stromych zboczach okazuje się całkiem trudna, zwłaszcza jeśli spojrzeć na to z perspektywy wysokości bezwzględnych. Uroda tych zielonych, spokojnych gór sprawia, że goszczą one wielu turystów nie tylko z Węgier.

Jednym z najlepszych miejsc na bazę wypadową w Góry Bukowe (po węgiersku Bükk) jest Szilvásvárad. Miasteczko słynie jako miejsce hodowli koni lipicańskich, czyli rasy wykorzystywanej na pokazach jazdy konnej w wiedeńskiej Hiszpańskiej Szkole Jazdy. Dorosłe lipicany są siwe, ale źrebaki przychodzą na świat skarogniade, czyli po prostu szare, albo nawet kare – zmiana maści następuje dopiero w drugim roku życia. Stada koni na pastwiskach można obserwować  spacerując po okolicach miejscowości.  Szilvásvárad ma dość bogatą bazę turystyczną, wiele miejsc noclegowych o zróżnicowanym standardzie. Jest także spory kemping, z którego usług skorzystaliśmy. Większość punktów gastronomicznych mieści się blisko wejścia do parku narodowego, u wylotu doliny Szalajki. Dolina stanowi dobry punkt wyjścia na wycieczki po Górach Bukowych.

W tym miejscu możemy zastanowić się, czy wędrować drogą wzdłuż potoku, czy skorzystać z kolejki wąskotorowej, którą można dojechać do głównej atrakcji doliny, wodospadu Fátyol, którego nazwa oznacza Welon. I tu ciekawostka: miejsce to odwiedziliśmy dwukrotnie podczas dwóch majówkowych wyjazdów zrealizowanych w kolejnych latach. W 2012 r. wodospad był niemal całkiem wyschnięty. Tylko gdzieniegdzie widać było skromną strużkę wody. Rok później zima była o wiele bardziej sroga i śnieżna, roztopy przyszły późno, dzięki czemu w majowy weekend wodospad rzeczywiście prezentował się okazale – spływał po omszałych kamieniach niczym prawdziwy ślubny welon po ramionach panny młodej. Większość turystów w tym miejscu się zatrzymuje, by zrobić sobie piknik na polanie przy wodospadzie, a potem wrócić znowu kolejką lub malowniczą drogą wzdłuż potoku. Wersja piesza umożliwia obejrzenie zagrody danieli, tajemniczych jeziorek i stawów z pstrągami, zabawę na fantastycznym leśnym placu zabaw i zwiedzenie ciekawego muzeum lasu. Jednak my rozpoczynamy krótką, lecz całkiem stromą wspinaczkę. Naszym celem jest najwyższy szczyt Gór Bukowych, Istállós-kő (958 m npm). Idziemy wśród wapiennych skałek, mijając głębokie wąwozy porośnięte bukami. Stamtąd malowniczymi ścieżkami przechodzimy na wznoszące się nad Szilvásvárad wzgórze z wieżą widokową (Millenniumi Kilátó, 615 m npm).

Kolejny dzień przeznaczamy na wędrówkę na szczyt Bél-kő (815 m npm) wznoszący się nad wioską Bélapátfalva i tamtejszym romańskim kościołem z 1232 r. Zachwyca nas zielone buki, świeże powietrze, gdzieniegdzie wystające w lesie wapienne skałki. I zwierzyna! Nad naszymi głowami świergoliło i kołowało trochę ptaków, wokół unosiły się śliczne barwne motyle, w tym pawie królowej, a pod nogami śmigały jaszczurki, niektóre zielonkawo-szare, inne wystrojone w elektryczny turkus i szmaragdową zieleń. Wędrówka jest monotonna, bo szlak prowadzi asfaltową dróżką. To dość popularny sposób poprowadzenia szlaków w Górach Bukowych. Wiele tras znakomicie nadaje się na rower. Sam szczyt jest mało ciekawy, rozpościera się z niego szeroka panorama… leżącego poniżej kamieniołomu. Rozczarowujące są też ruiny zamków, z których zostały ledwie kamienie na kamieniu. A przecież Węgry to kraina tysięcy bajecznych zamków, przeważnie całkiem nieźle zachowanych.

Węgrami i Górami Bukowymi zachwycamy się na tyle, aby wrócić tu ponownie w kolejnym roku. Tym razem zatrzymujemy się w Lillafüred – uzdrowiskowej dzielnicy Miszkolca, położonej we wschodniej części Gór Bukowych. Zwiedzanie rozpoczynamy od Jaskini Anny (Anna-barlang) – może nie jest ona najpiękniejsza z widzianych przez nas, ale bardzo ciekawa. Widać zachowane kształty korzeni drzew, liści i mchu, a całość przypomina raczej rafę koralową, niż wnętrze jaskini. Z jaskini idziemy remontowaną właśnie ścieżką (panowie robotnicy pomagają nam jak mogą, wskazują bezpieczne przejścia, przenoszą dziewczynki i otwierają zamknięte bramki) do pobliskiego wodospadu. Wodospad Szinva (choć sztucznie podwyższony) nie zawodzi – ma 20 m wysokości i jest najwyższy na Węgrzech, woda spada w dół dwoma kaskadami. Oglądamy jeszcze zbudowany w latach 1925-29 neogotycki hotel-pałacyk Palotaszálló z ładnymi ogrodami, rzut oka na jezioro Hamor – i jedziemy do Miszkolca, który opiszemy w kolejnym tekście :-).

Loading
Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt

Dodaj komentarz