Puszta – królestwo czikosów

Rozległe równiny Niziny Węgierskiej zajmują stepy, czyli słynna puszta. Kraina zamieszkana jest przez węgierskich kowbojów, nazywanych czikosami. Wielu z nich nadal kultywuje tradycje przodków, a sercem ich kultury i całej puszty jest park narodowy Hortobágy.

Nizina Węgierska jest obszarem dość gęsto zaludnionym, co jest związane występującymi tu dobrymi glebami. Stepów pozostało niewiele, toteż w celu ochrony ich unikalnego środowiska przyrodniczego w 1973 r. powołano pierwszy na Węgrzech park narodowy. W Hortobágy, nazwanym tak od wioski, która znajduje się w samym sercu parku, chroniona jest przede wszystkim naturalna formacja roślinna, jaką jest step. Po parku można poruszać się pieszo po kilku (płatnych) szlakach turystycznych, bryczką lub kolejką wąskotorową.

Wioska nad Cisą

Wizytę w Hortobágy warto zacząć, schodząc nad Cisę aby zobaczyć słynny most o dziewięciu przęsłach, będący chlubą i symbolem miejscowości. Budowa mostu zakończyła się w 1833 r. i powstała na miejscu wcześniejszej, drewnianej przeprawy. Kamienny most był najdłuższą przeprawą drogową w Królestwie Węgierskim – ma 167,3 m długości, zaś odległość między przyczółkami po obu stronach rzeki wynosi ponad 92 m. W XIX w. most służył do przepędzania bydła przez Cisę, obecnie pełni funkcję zwykłego mostu drogowego.

Puszta od wieków była traktowana jako naturalne pastwisko koni i bydła przyprowadzonego z azjatyckich stepów przez wędrownych przodków Madziarów. Pasterstwem zajmowali się tzw. czikosi (csikos), których ranga zależała od zwierząt, którymi się opiekowali. Najwyższą pozycję w hierarchii zajmowali koniuszy, szczebel niżej plasowali się pasterze wołów, a na końcu – opiekunowie stad kóz, owiec i świń.
Ze zwyczajami czikosów możemy zapoznać się w muzeum pasterstwa w wiosce Hortobágy. W tej samej miejscowości warto również zwiedzić ekspozycję przyrodniczą, obejrzeć zabytkową karczmę, albo zrobić zakupy na miejscowym targu. Jednak sama wioska Hortobágy nie wystarczy, jeśli chcemy bliżej przyjrzeć się życiu puszty – w tym celu warto skorzystać z jednej z wycieczek organizowanych przez dyrekcję parku.

Spotkanie z czikosem

Na początek decydujemy się na wycieczkę bryczką na ranczo Epona Lovasfalu. Wsiadamy na kryty płótnem wóz ciągnięty przez parę koni, no i wio! Na step, przez dziurawą i zakurzoną drogę, a prowadzi nas najprawdziwszy czikos ubrany w tradycyjny, błękitny strój. Oglądamy z daleka pasące się stada bydła, potem podjeżdżają do nas czikosi na koniach i… rozpoczynają iście cyrkowy pokaz sprawności jeździeckiej i tresury koni. Ich wierzchowce na sygnał potrafią usiąść na zgiętych nogach jak pies i podnieść się z pozycji leżącej na boku z jeźdźcem na grzbiecie. Największe brawa zbiera popisowy numer czikosów z Hortobágy, zwany pusztańską piątką (puszta ötös) – mężczyzna powozi zaprzęgiem trójki koni, stojąc na grzbietach dwóch innych rumaków. Zaczyna się od spokojnego stępa, ale szybko przechodzi w galop, spod kopyt pryskają grudki ziemi, za jeźdźcem powiewa jego błękitna długa sukmana. Po pokazie można przejechać się na koniku, z czego nasze dzieci oczywiście skwapliwie korzystają.

Pokaz sprawności jeździeckiej to nie wszystko, odwiedzamy jeszcze zagrody, w których pasą się pozostałe zwierzęta hodowane na puszcie. Podziwiamy stado bydła o wyjątkowo długich rogach, odwiedzamy zagrodę z kozami i owcami śruborogimi, by wreszcie dotrzeć do stajni, gdzie przed upałem schroniły się najcenniejsze wierzchowce. Całą wycieczkę można podsumować jako cepeliadę dla turystów, ale ta cepeliada robi tak potężne wrażenie, że jesteśmy wszyscy zachwyceni.

Azyl dla dzikich zwierząt

Sztandarową atrakcją Hortobágy dla dzieci jest wizyta w ogrodzie zoologicznym puszty, gdzie można zobaczyć typowe gatunki miejscowej dzikiej i udomowionej fauny. Pełni on również rolę ośrodka rehabilitacji dla chorych i rannych osobników – niektóre po pobycie wracają do środowiska naturalnego, inne zostają tu już na zawsze, bo nie poradziłyby sobie na wolności. Do zoo podjeżdżamy specjalnym autobusem turystycznym, potem możemy już spacerować sami. Najpierw widzimy wygrzewające się na słońcu pelikany. Potem po kolei oglądamy kolejne zwierzęta, częściowo „za kratkami”, częściowo w naturalnym środowisku. Jest więc szare bydło węgierskie, są dzikie koniki, lisy, wilki, a nawet szakal. Zwiedzanie kończymy w ptasim azylu, gdzie do zdrowia wracają bociany białe i czarne, żurawie, czaple, a nawet orzeł.

Ścieżką przez step

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy wizytę w Hortobagy zakończyli tylko na wycieczkach zorganizowanych. My chcemy sami poczuć pusztę na własnej skórze, odetchnąć pełną piersią rozgrzanym powietrzem i zagłębić się w nią samodzielnie. Nie bacząc na skwar (jest początek maja, ale słońce grzeje mocno, cienia nie ma, a gdybyśmy mieli termometr, pokazałby znacznie więcej niż trzydzieści stopni), idziemy na szlak wiodący groblą nad stawami. Nasza trasa wiedzie wzdłuż torów kolejki wąskotorowej, która kursuje w letnie weekendy. Spacer jest zachwycający. Wokół pełno ptaków, choć niestety większość z nich jest za daleko, żeby zrobić dobre zdjęcie. Blisko fruwają ważki i motyle. Przez łąkę nadchodzi powoli stadko czarnych bawołów, które szukają ochłody w błotnistym bajorku. Widok jak w Afryce! Jadąc dalej na południe, zatrzymujemy się jeszcze przy wieży widokowej, żeby z wysokości rzucić okiem na płaską trawiastą równinę i obowiązkowy element krajobrazu – studnię z żurawiem.

Inną atrakcją Hortobagy, którą podziwiamy już tylko przez szybę samochodu, jest zapadający zmierzch i spektakl milionów gwiazd na ciemniejącym bezchmurnym niebie. Teren parku jest niezwykle rzadko zaludniony, nie ma tu większych miejscowości, co najwyżej pojedyncze rozproszone gospodarstwa, a co za tym idzie, nie ma wielu źródeł sztucznego światła. Dzięki temu nocą można spoglądać w rozgwieżdżone niebo i gołym okiem widzieć konstelacje, niemożliwe do ujrzenia w naszych rzęsiście oświetlonych miastach. Dyrekcja parku organizuje nawet specjalne nocne wycieczki astronomiczne, ale nam tymczasem wystarczy widok na Mleczną Drogę z przebiegającej przez step szosy.

A oto teledysk naszej ulubionej kapeli węgierskiej Folk Error z Debreczyna, który kręcony był w puszcie:

Dodaj komentarz